Wstęp
Proszę bardzo drugi rozdział..o ile ktoś to będzie czytał... :) Ja pitole ale tu romansowo... <3 ale końcówka... nie miałem już dalej wizji XD
Rozdział 2
-Karoleeek!!! - nagle cały świat zatonął w mroku i Karol poczuł na swojej twarzy ciepło kobiecych dłoni - Zgadnij kto?? - Alicja przestań się popisywać ludzie się gapią
Chłopak nie żałował tej znajomości ale wiedział czym może się skończyć tak "poufałość" z popularną osobą a Alicja na pewno do nich należała... Nie to żeby się bał... osoba która
zaaranżowała to spotkanie na pewno ostudziłaby temperament potencjalnego
agresora serią ciosów karate... po prostu nie chciał żeby Alicję w to
wciągnięto... przyjaźń z tą dziewczyną rozwinęła się przez miesiąc i Karol po prostu się od niej uzależnił... tak uzależnił się od przyjaźni z Alicją....
-Karolek wracaj na ziemię!!! - Alicja wyglądała na poirytowaną - Geez naprawdę musisz się tak wyłączać ??
-Myślałem o tym co się stało w zeszłym miesiącu... - jeśli Karol liczył że tą odpowiedzią zawstydzi dziewczynę to grubo się mylił
-Wiesz że ja też???- Alicja wyglądała na uszczęśliwioną - I~ CO~ TE~RA~Z?? - z każdą sylabą Alicja zbliżała się do niego co raz bardziej aż różany zapach jej perfum który wcześniej był lekko wyczuwalny
teraz zaczął wywoływać u niego zawroty głowy... Alicja lekko dotknęła
dłonią jego policzka co nie tylko sprawiło że przez jego ciało
przepłynął prąd ale także i to że zdał sobie sprawę jak niesamowicie
lazurowe oczy posiada dziewczyna - TE~RA~Z - pukała delikatnie palcami
jego klatki piersiowej po czym wychyliła się kawałek dalej i namiętnie
go pocałowała... Jej delikatne i ciepłe usta połączyły się z jego w
niezwykłej namiętności... Karol zamknął oczy i odpłynął... myśli
błądziły bezwiednie... miał kompletną pustkę w głowie a serce biło mu
tak mocno że przez chwilę nawet go bolało ale nie myślał o tym nie
myślał o niczym... zamknął oczy i pozwolił oddać się rozkoszy. Alicja powoli cofnęła się
-Teraz jesteśmy kwita- powiedziała uśmiechnięta i cała bordowa na twarzy... Karol milczał i dopiero łoskot wyciąganych zeszytów i próba uspokojenia sali przez pana Z. ocuciła go...
...
Wracał do domu sam. Co prawda zwykle czekał na Alicję ale w tym wypadku... i tak nie wiedziałby co powiedzieć... zapytać dlaczego to zrobiła... dotknął delikatnie swoich ust i zarumienił się...
-Co zajebiście było nie... - usłyszał za sobą głos przypominający ryk orangutana i po chwili otoczyła go banda typów którzy nawet wyglądem przypominali to zwierzę... Westchnął - no cóż przynajmniej Alicji tu nie ma - pomyślał gdy kilku z nich wzięło go i zabrało na dach szkoły kopniakiem otwierając drzwi...
-No i co teraz?? - powiedział największy z nich chyba przywódca stada...
-Nie wiem...- Karol przyzwyczaił się do takich sytuacji - w liceum musiał je znosić prawie codziennie...
-Teraz będzie wpierdol - odparł a reszta usłusznie zarechotała
Karol nagle palnął się dłonią w czoło... nie zrobił tego jednak celowo... tak jakby ktoś nim sterował
-No bez jaj!! Znowu??? No ileż można??? - wrzasnął wymachując rękoma. Wlazł na barierkę i odwracając się do niedoszłych oprawców pomachał im
-Sayonara kapuściane łby!! - wrzasnął i... skoczył. Skoczył na plecy z 4 piętra z rękoma w kieszeniach!! Czemu?? Przecież nigdy nie miał TAKICH myśli nawet w najgorszym momencie... a już na pewno nie teraz... Zgrabnie wylądował na ziemi i otrzepał kurtkę. Spojrzał w górę i ujrzał orangutanów z minami które sprawiły że ze śmiechu rozbolał go brzuch... Odzyskał władzę nad ciałem...
-No i jak było?? - usłyszał w swojej głowie wesoły głos i wtedy wszystko zrozumiał. Szybkim krokiem poszedł w kierunku szkoły wyraźnie zirytowany... Nic o tym nie mówił... ukrywał przed nim takie rzeczy... dupek nie nauczyciel. Stanął koło do drzwi gabinetu gdy te otworzyły się i wybiegła z niego zawstydzona niekompletnie ubrana dorosła kobieta... Ten szok trochę uspokoił Karola... Już miał wejść gdy nagle usłyszał swoje imię... Alicja wpadając na korytarz niczym bomba podbiegła do niego wrzeszcząc
-Karol!! Karol!! Nic ci nie jest?? Karol!!! - potrząsała nim za sweter ze łzami w oczach...
-Alicja już już... co się stało?? - Karol objął delikatnie dziewczynę i głaszcząc ją po głowie próbował uspokoić...
-Spadałeś... z łazienki... ja.. - dziewczyną ledwo mówiła przez łzy...
-Już już jak widać żyję nic się nie stało...- powiedział z uśmiechem Karol...
-A ja idę o zakład że obydwoje chcecie wiedzieć co się stało... - usłyszał za sobą głos pana Z. Najgorsza możliwa sytuacja... Jeśli powie jej że skoczył... To będzie po zawodach...
- Zapraszam - dodał nauczyciel... Nie miał wyboru i ustępując damie pierwszeństwa Karol wszedł do gabinetu...
-Zacznijmy od faktu podstawowego - tak Karolek skoczył...ale nie sam... - dodał po chwili namysłu
Karol prze straszony spojrzał się na Alicję której twarz przybrała odcień blado-niebieski. To był koniec...Dziewczyna jednakże nie zapytała - dlaczego... powiedziała tylko..
-Kto??
- Ty... - wykładowca wskazał palcem na dziewczynę co skutkowało tym że Karol wstał z krzesła... Jak on śmiał... ten.... zdołał tylko wycedzić
-Jak..śmiesz..
Nauczyciel nie zaregował na to tylko dalej mówił do dziewczyny
-Dokładnie ta część ciebie którą Karol zabrał ze sobą miesiąc tego... jej kopia... która chwilowo przejęła nad nim kontrolę dając mu... jak pewnie ty i twoje koleżanki zdążyłyście zauważyć - niezwykły refleks i wytrzymałość... Nie martw się może to zrobić tylko raz...
-To po co... - zacząła Alicja
-Bo inaczej ci debile z AWF by mu wtłukli... Zapanuj trochę nad tymi twoimi fanami bo ci chłopaka zabiją..
Oboje się zarumienili...
-Ona nie... - zaczął Karol ale Alicja mu przerwała prawie wrzecząc...
-DLACZEGO MI NIE POWIEDZIAŁEŚ??? NIE JESTEŚMY PRZYJACIÓŁMI??
-WŁAŚNIE DLATEGO!!! MARTWIŁEM SIĘ!!! JA TO ZNOSIŁEM I ZNIOSĘ DALEJ ALE NIE POZWOLĘ BY KTOKOLWIEK CIE TKNĄŁ JASNE??
Gdy sens tych słów dotarł do Karola znowu się zarumienił podobnie jak i Alicja...
Chwila ciszy...
Ale skoro ona wie to znaczy... że ten pocałunek...
- Zgłoś się do mnie za tydzień Karol - powiedział pan Z. odporowadzając obu do drzwi... - zrozumiesz więcej...
Wyszli z gabinetu nie będąc w stanie się do siebie odezwać... Karol szedł jak zwykle z głową spuszczoną w dół. Nagle zobaczył że Alicja płacze...
-Ja.. ja - Karol próbował ją jakoś pocieszyć ale miał pustkę w głowie - masz rację przepraszam... - Próbował przyspieszyć kroku ale poczuł że ktoś trzyma go za kurtkę...
-Nie... proszę... nie odchodź... - już drugi raz tego dnia mówiła przez łzy... - ja skrzywdziłam cię i wiem że nie mam prawa ale proszę zostań na chwilę... wysłuchaj tego samolubnego życzenia... Przytuliła się do niego ciągle płacząc...
...
Gdy już się uspokoiła spojrzała się na Karola i powiedziała ze smutnym uśmiechem
-Wiesz że nikt się nigdy do mnie nie uśmiechał?? Zawsze to była...
-Wymiana... - przerwał jej bo nie chciał sprawiać jej bólu
-Tak... ale.... ty... ten uśmiech dał mi siłę... nie.. uwolnił moją własną... głęboko uśpioną... ale teraz... nie mogę przecież wiecznie na tobie żerować...
-Ktoś powiedział że to symbioza wiesz?? A nawet jeśli nie to co?? Najwyżej będziesz mnie nazywać "Kleszczu" - odparł Karol z lekkim uśmiechem... żałosne że tylko na tyle go stać...
Dziewczyna zachichotała...
Spojrzała się na niego stojąc w świetle księżyca... Nawet zapłakana była prześliczna... Patrzyła się na niego tymi wielkimi oczami i Karoli ciarki przeszły po plecach gdy wyobraził sobie że może ją stracić... Alicja zamknęła oczy i złożyła usta do pocałunku... Karol przez chwilę się wachał po czym nieśmiało pochylił się i złączył jej usta ze swoimi w świetle księżyca...Postanowił.... nigdy... chodźby nie wiadomo co... nigdy od niej nie odejdzie...
Następny tydzień miał to zweryfikować...
Po ostatnich zajęciach pan Z. zasugerował by karol stawił się sam... on sam uznał to za podejrzane ale nie miał wyjścia... nigdy nie wiadomo było co temu człowiekowi chodzi po głowie... Zapukał do drzwi gabinetu
-O proszę mamy drugą część naszej układanki - usłyszał głos zza drzwi i zrozumiał o co chodzi na chwilę przed tym zanim to zobaczył... Ujrzał dziewczynę... drobną blondynkę ubraną na czarno...
-Teraz jesteśmy kwita- powiedziała uśmiechnięta i cała bordowa na twarzy... Karol milczał i dopiero łoskot wyciąganych zeszytów i próba uspokojenia sali przez pana Z. ocuciła go...
...
Wracał do domu sam. Co prawda zwykle czekał na Alicję ale w tym wypadku... i tak nie wiedziałby co powiedzieć... zapytać dlaczego to zrobiła... dotknął delikatnie swoich ust i zarumienił się...
-Co zajebiście było nie... - usłyszał za sobą głos przypominający ryk orangutana i po chwili otoczyła go banda typów którzy nawet wyglądem przypominali to zwierzę... Westchnął - no cóż przynajmniej Alicji tu nie ma - pomyślał gdy kilku z nich wzięło go i zabrało na dach szkoły kopniakiem otwierając drzwi...
-No i co teraz?? - powiedział największy z nich chyba przywódca stada...
-Nie wiem...- Karol przyzwyczaił się do takich sytuacji - w liceum musiał je znosić prawie codziennie...
-Teraz będzie wpierdol - odparł a reszta usłusznie zarechotała
Karol nagle palnął się dłonią w czoło... nie zrobił tego jednak celowo... tak jakby ktoś nim sterował
-No bez jaj!! Znowu??? No ileż można??? - wrzasnął wymachując rękoma. Wlazł na barierkę i odwracając się do niedoszłych oprawców pomachał im
-Sayonara kapuściane łby!! - wrzasnął i... skoczył. Skoczył na plecy z 4 piętra z rękoma w kieszeniach!! Czemu?? Przecież nigdy nie miał TAKICH myśli nawet w najgorszym momencie... a już na pewno nie teraz... Zgrabnie wylądował na ziemi i otrzepał kurtkę. Spojrzał w górę i ujrzał orangutanów z minami które sprawiły że ze śmiechu rozbolał go brzuch... Odzyskał władzę nad ciałem...
-No i jak było?? - usłyszał w swojej głowie wesoły głos i wtedy wszystko zrozumiał. Szybkim krokiem poszedł w kierunku szkoły wyraźnie zirytowany... Nic o tym nie mówił... ukrywał przed nim takie rzeczy... dupek nie nauczyciel. Stanął koło do drzwi gabinetu gdy te otworzyły się i wybiegła z niego zawstydzona niekompletnie ubrana dorosła kobieta... Ten szok trochę uspokoił Karola... Już miał wejść gdy nagle usłyszał swoje imię... Alicja wpadając na korytarz niczym bomba podbiegła do niego wrzeszcząc
-Karol!! Karol!! Nic ci nie jest?? Karol!!! - potrząsała nim za sweter ze łzami w oczach...
-Alicja już już... co się stało?? - Karol objął delikatnie dziewczynę i głaszcząc ją po głowie próbował uspokoić...
-Spadałeś... z łazienki... ja.. - dziewczyną ledwo mówiła przez łzy...
-Już już jak widać żyję nic się nie stało...- powiedział z uśmiechem Karol...
-A ja idę o zakład że obydwoje chcecie wiedzieć co się stało... - usłyszał za sobą głos pana Z. Najgorsza możliwa sytuacja... Jeśli powie jej że skoczył... To będzie po zawodach...
- Zapraszam - dodał nauczyciel... Nie miał wyboru i ustępując damie pierwszeństwa Karol wszedł do gabinetu...
-Zacznijmy od faktu podstawowego - tak Karolek skoczył...ale nie sam... - dodał po chwili namysłu
Karol prze straszony spojrzał się na Alicję której twarz przybrała odcień blado-niebieski. To był koniec...Dziewczyna jednakże nie zapytała - dlaczego... powiedziała tylko..
-Kto??
- Ty... - wykładowca wskazał palcem na dziewczynę co skutkowało tym że Karol wstał z krzesła... Jak on śmiał... ten.... zdołał tylko wycedzić
-Jak..śmiesz..
Nauczyciel nie zaregował na to tylko dalej mówił do dziewczyny
-Dokładnie ta część ciebie którą Karol zabrał ze sobą miesiąc tego... jej kopia... która chwilowo przejęła nad nim kontrolę dając mu... jak pewnie ty i twoje koleżanki zdążyłyście zauważyć - niezwykły refleks i wytrzymałość... Nie martw się może to zrobić tylko raz...
-To po co... - zacząła Alicja
-Bo inaczej ci debile z AWF by mu wtłukli... Zapanuj trochę nad tymi twoimi fanami bo ci chłopaka zabiją..
Oboje się zarumienili...
-Ona nie... - zaczął Karol ale Alicja mu przerwała prawie wrzecząc...
-DLACZEGO MI NIE POWIEDZIAŁEŚ??? NIE JESTEŚMY PRZYJACIÓŁMI??
-WŁAŚNIE DLATEGO!!! MARTWIŁEM SIĘ!!! JA TO ZNOSIŁEM I ZNIOSĘ DALEJ ALE NIE POZWOLĘ BY KTOKOLWIEK CIE TKNĄŁ JASNE??
Gdy sens tych słów dotarł do Karola znowu się zarumienił podobnie jak i Alicja...
Chwila ciszy...
Ale skoro ona wie to znaczy... że ten pocałunek...
- Zgłoś się do mnie za tydzień Karol - powiedział pan Z. odporowadzając obu do drzwi... - zrozumiesz więcej...
Wyszli z gabinetu nie będąc w stanie się do siebie odezwać... Karol szedł jak zwykle z głową spuszczoną w dół. Nagle zobaczył że Alicja płacze...
-Ja.. ja - Karol próbował ją jakoś pocieszyć ale miał pustkę w głowie - masz rację przepraszam... - Próbował przyspieszyć kroku ale poczuł że ktoś trzyma go za kurtkę...
-Nie... proszę... nie odchodź... - już drugi raz tego dnia mówiła przez łzy... - ja skrzywdziłam cię i wiem że nie mam prawa ale proszę zostań na chwilę... wysłuchaj tego samolubnego życzenia... Przytuliła się do niego ciągle płacząc...
...
Gdy już się uspokoiła spojrzała się na Karola i powiedziała ze smutnym uśmiechem
-Wiesz że nikt się nigdy do mnie nie uśmiechał?? Zawsze to była...
-Wymiana... - przerwał jej bo nie chciał sprawiać jej bólu
-Tak... ale.... ty... ten uśmiech dał mi siłę... nie.. uwolnił moją własną... głęboko uśpioną... ale teraz... nie mogę przecież wiecznie na tobie żerować...
-Ktoś powiedział że to symbioza wiesz?? A nawet jeśli nie to co?? Najwyżej będziesz mnie nazywać "Kleszczu" - odparł Karol z lekkim uśmiechem... żałosne że tylko na tyle go stać...
Dziewczyna zachichotała...
Spojrzała się na niego stojąc w świetle księżyca... Nawet zapłakana była prześliczna... Patrzyła się na niego tymi wielkimi oczami i Karoli ciarki przeszły po plecach gdy wyobraził sobie że może ją stracić... Alicja zamknęła oczy i złożyła usta do pocałunku... Karol przez chwilę się wachał po czym nieśmiało pochylił się i złączył jej usta ze swoimi w świetle księżyca...Postanowił.... nigdy... chodźby nie wiadomo co... nigdy od niej nie odejdzie...
Następny tydzień miał to zweryfikować...
Po ostatnich zajęciach pan Z. zasugerował by karol stawił się sam... on sam uznał to za podejrzane ale nie miał wyjścia... nigdy nie wiadomo było co temu człowiekowi chodzi po głowie... Zapukał do drzwi gabinetu
-O proszę mamy drugą część naszej układanki - usłyszał głos zza drzwi i zrozumiał o co chodzi na chwilę przed tym zanim to zobaczył... Ujrzał dziewczynę... drobną blondynkę ubraną na czarno...
romansowoo <3
OdpowiedzUsuń